niedziela, 18 października 2015

"Jeśli nie Rosenthal, to... Ćmielów"




Hej, hej!

Jak się macie w tę deszczową niedzielę?



     Doszłam do wniosku, że nie mam czasu na pisanie bloga... (oczywiście tyle czasu, ile bym chciała ;P). Moje posty, pisane z "epickim rozmachem", przyprawiają mnie niemalże o ból głowy- mnogość źródeł, z których korzystam i szukanie analogii pomiędzy pewnymi, nazwijmy to "zjawiskami" wymaga ode mnie skupienia i ogromu pracy... (a sprawy w dodatku nie ułatwiają mi dwa małe diablątka tasmańskie- wszystkie mamy wiedzą, co mam na myśli ;)) Często chcę tę pracę wykonać dla (i za ;)) Was- Drodzy Czytelnicy, aby móc podać gotowy, wysublimowany "produkt" niejako na tacy. Postanowiłam, z kilku względów, przynajmniej spróbować nakłonić Was, do własnych poszukiwań i w swoich postach rzucać wyzwanie- w postaci linków do zgłębiania prezentowanych przeze mnie tematów. Od dawna chodziła mi też po głowie idea, aby utrzeć nieco nosa tak bardzo pożądanemu u nas skandynawskiemu designowi i skierować tę "pożądliwość" ku przedmiotom o polskim rodowodzie- stąd pomysł na serię: "Jeśli nie skandynawski design, to... polskie wzornictwo".

W pierwszym "odcinku" serii, w piękny sposób rozprawimy się z Paper Bag Vase Tapio Wirkkala dla Rosenthal. W przeciwnym narożniku postawimy Wazon Pogięty autorstwa Marka Cecuły- projekt Modus Design dla Ćmielów Design Studio. 

Ale czy to oznacza, że nie podoba mi się design ze Skandynawii?! ABSOLUTNIE nie!!! Zachwyca mnie tak samo, jak design o każdym innym rodowodzie- włoski, niemiecki, francuski, japoński, czy ze Stanów Zjednoczonych. Szkoda jednak, że wciąż tak bardzo jesteśmy zapatrzeni w świat, że nie dostrzegamy, jak piękne przedmioty powstają w sercach, głowach i dłoniach polskich projektantów- polskiego wzornictwa wciąż za mało w naszych domach...


 Dlatego:

Zaczynamy batalię, o to co piękne i POLSKIE (i często o wiele TAŃSZE ;))












































Paper Bag Vase możecie kupić tu  (h-18cm za 210zł).
A Wazon Pogięty jest do nabycia tutaj (h-20cm za 90 zł)



A teraz pora na linki, do miejsc w które musicie KONIECZNIE zajrzeć ( a jak już zajrzycie- gwarantuję, że będziecie do nich często wracać ;))  :


*modusdesign.com
Modus Design działa od 1976 roku, początkowo jako studio ceramiczne założone przez Marka Cecułę w nowojorskim SoHo. Znakiem rozpoznawczym studia są tworzone od lat alternatywne propozycje w dziedzinie ceramiki użytkowej i dekoracyjnej. Obecnie Modus Design ma siedzibę w Kielcach, skąd realizuje projekty o lokalnym, ogólnopolskim i światowym zasięgu. Od stycznia 2013 r., wspólnie z Polskimi Fabrykami Porcelany „Ćmielów” i „Chodzież” S.A., tworzy:

*Ćmielów Design Studio,
którego filozofią jest powrót do ruchu „artyści w przemyśle” – współpracy projektantów z fabrykami przy tworzeniu nowych produktów. ĆDS to również miejsce wprowadzania nowoczesnych technologii i eksperymentalnych technik do produkcji porcelany użytkowej i dekoracyjnej.

*nowymodel.org
To nie tylko sklep! Twórcy tego miejsca piszą o sobie tak:
"Jesteśmy zespołem pasjonatów, który pragnie dopisać ciąg dalszy wspaniałej historii polskiego wzornictwa. Stworzyliśmy w tym celu organizację nowymodel.org., która wdraża do produkcji wybrane projekty nowoczesnych mebli oraz innych artykułów wyposażenia domu i ogrodu. Przywracamy też do życia designerskie „perełki” z przeszłości, czyli meble zaprojektowane przez wybitnych twórców, które nigdy dotąd nie były produkowane lub zostały zapomniane, a dziś są klasykami wzornictwa."


***
A na koniec, wracając do naszych wazonów- ciekawa jestem, który z nich skradł Wasze serce?

(wszystkie zdjęcia i informacje pochodzą ze stron, podanych w linkach)

:)))


czwartek, 15 października 2015

Hamptons + Loft = 100% LOVE




Moja Siostrzyczka wychodzi za mąż! 



Już za tydzień, wraz z całą rodziną, jedziemy nad morze bawić się z tej okazji na weselu :) Wszystko dopięte na ostatni guzik- sukienka i szpilki kupione, fryzjer i manicure umówione, a chłopaki mają przygotowane stroje w moim ulubionym męskim stylu casual. Tata- nieco sztywniej- wciśnie się w elegancki garnitur ;). Panna młoda wprowadza się do mieszkania swojego (lada dzień) męża, które jest już właściwie urządzone- ale potrzebny jest ten final touch . No i do kogo (jak nie do mnie!) miałaby zwrócić się o pomoc? Państwo młodzi życzą sobie cegłę na ścianie- a ponieważ posiadają już sofę w kolorze écru, z pewnością musi to być cegła w naturalnym kolorze. Ten bardzo wyrazisty element podkreślimy jeszcze industrialnym stolikiem kawowym i oświetleniem. A czy zauważyliście, że loftowe lampy świetnie odnajdują się w stylu Hamptons? Mieszkanie nad morzem niejako "zobowiązuje" do morskiej stylistyki- mamy więc gotowy przepis na interesujące wnętrze.

Styl Hamptons jest moim zdaniem bardzo eklektycznym stylem, oprócz elementów przemysłowych jest w nim miejsce na klasykę (meble), egzotykę (marokańskie wzory na dywanach i tkaninach), elementy naturalne (kosze z trawy, dodatki z rafii, lampy stołowe z podstawą z gałęzi wyrzuconych przez morze, wiklinowe meble), marynistyczne (to oczywiste), a nawet glamour! Ach ci Amerykanie- zachwyca mnie ich polot w kreowaniu luksusowych wnętrz w dobrym guście! Gama kolorów, które mogą pojawić się w takim wnętrzu też jest bardzo szeroka- od bieli poprzez wszelkie odcienie szarości, aż po kroplę czerni; taupe i greige- ulubione kolory Kelly Hoppen (czyli brąz i beż z domieszką szarości); w dodatkach świetnie sprawdza się żółć, morskie odcienie zieleni, wszelkie odcienie błękitu- od granatu, przez turkus, aż po szaroniebieski, a także czerwień (najlepiej koralowa)- właściwie chyba tylko fiolet i róż nie pasuje do stylu Hamptons...

Całe mnóstwo nadmorskich inspiracji znajdziemy w Zara Home, jak również jest kilka sklepów internetowych oferujących meble i dodatki w tym stylu- sprowadzane z USA (ale wiadomo- luksus kosztuje ;)). A poniżej mood board, przedstawiający jak salon nowożeńców widzę ja :)). Krzesła to model Fashion polskiej marki Paged, o czym pisałam tutaj- zajrzyjcie, bo warto!








I na koniec dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych- skandynawski styl w Hamptons! Gdy Finka (kobieta narodowości fińskiej ;)) bierze się za adaptację stodoły (a nawet dwóch!) na wschodnim wybrzeżu Long Island (historia, jak do tego doszło tutaj), musi wyjść z tego coś niezwykłego- zresztą, zobaczcie sami!






























Taka stodoła to moje marzenie- mogłabym tam zamieszkać od zaraz! A wy?


A Ilonce i Tomkowi- życzę 100 lat przeżytych razem w miłości!!




piątek, 2 października 2015

DIY # obraz w stylu ekspresjonizmu abstrakcyjnego



Talent...





Ach, każdy z nas marzy o jakimś talencie... A ja uważam, że to wcale nie taki deficytowy towar! Wszystko może być sztuką, co oznacza również, że wszystko może być materią... Możemy pięknie robić zdjęcia, albo pięknie komponować bibeloty na komodzie, pysznie gotować, być mistrzem metamorfoz lub robienia "czegoś z niczego"- wspaniałe to uczucie, gdy patrzymy potem na efekty pracy swoich rąk. Zmagania z materią bywają różne- raz wygrywamy my, a raz materia!  Ale najczęściej, by poczuć  pełną satysfakcję ze swojego "dzieła" potrzebujemy aprobaty innych :) Targają nami wątpliwości typu- "CHYBA wyszło całkiem ok! Ale co na to INNI??"

Dzisiaj zaprezentuję Wam obraz, który zawiśnie w salonowej galerii- MOJE dzieło!  ;P


Dawno temu kupiłam farby olejne i próbowałam malować obrazy- pierwszy pejzaż wyszedł mi (o dziwo!) całkiem dobrze, a potem było coraz gorzej- nie znosiłam zapachu i konsystencji tych farb, jak również nie potrafiłam nauczyć się operować tym "medium", szybko więc zarzuciłam swoje malarskie próby... na wiele lat. Jakiś czas temu postanowiłam kupić farby akrylowe i podobrazie. Musiały jednak odleżeć swoje w szafie- podchodziłam do tematu jak pies do jeża.
Wreszcie nadszedł moment, gdy wzięłam się za komponowanie nowej galerii! Jest w niej już surrealistyczny kolaż z Liną (o czym tutaj), fotografia przedstawiająca moją Babcię Alinę we wczesnej młodości, rysunek, wydruk A4 plakatu Henryka Tomaszewskiego i... potrzebowałam czegoś jak wybuch wulkanu, aby zamieszać w tym towarzystwie- obraz w stylu ekspresjonizmu abstrakcyjnego był jak znalazł!



*
Na początek kilka słów o WIELKIEJ sztuce :)



Do czasu II wojny światowej malarstwo amerykańskie nie stanowiło jednolitego nurtu. Ton sztuce nadali dopiero przybyli do Ameryki w pierwszych latach wojny malarze, rzeźbiarze, poeci i muzycy, którzy opuścili Europę, aby uniknąć niemieckiej okupacji.
Ekspresjonizm abstrakcyjny (nazywany szkołą nowojorską), to kierunek artystyczny kształtujący się w malarstwie amerykańskim w latach 40-60 XX w. i uznawany za pierwszy amerykański ruch, który wywarł duży wpływ na rozwój sztuki, stawiając w owym czasie Nowy Jork w centrum artystycznego świata.
Wywodzi się z surrealizmu, gdyż tak jak w surrealizmie kładł nacisk na spontaniczny, automatyczny czy wręcz podświadomy akt twórczy.
Ruch łączył w sobie głębię emocjonalną i pragnienie samowyrażenia się niemieckich ekspresjonistów z antyfiguratywną estetyką europejskich szkół abstrakcyjnych (futuryzm, bauhaus, kubizm). Postrzegany był jako buntowniczy i anarchistyczny.
W ramach szkoły nowojorskiej powstały dwa główne nurty:  action painting (malarstwo gestu) i color field painting (malarstwo barwnych płaszczyzn).

**
Pierwszy z nich, odwołując się do podświadomości artysty, z odruchowego działania uczynił jedyny, autentyczny sposób tworzenia, wyrażający prawdziwą, ludzką naturę. Najsławniejszym przedstawicielem jest Jackson Pollock tworzący dynamiczne prace. Artysta stosował bardzo radykalną technikę malarską. Na początku lat czterdziestych zaczął eksperymentować z płynnymi farbami. Układał płótna na podłodze i z góry oblewał je farbami służącymi do malowania ścian. Jako narzędzi malarskich używał swoich palców, twardych pędzli lub ich trzonków i patyków. Poprzez nakładanie farby ze wszystkich stron osiągnął w swoich dziełach efekt trójwymiarowości .



No. 5, 1948
(najsławniejszy- przez 5 lat będący najdroższym obrazem świata- obraz Jacksona Pollocka, sprzedany w 2006 r. za 140mln $)



Artysta przy pracy. 


***
Drugi nurt zwany color field painting- za najistotniejszy element sztuki uznawał kolor, będący nośnikiem emocji. Tutaj za przykład możemy podać medytacyjne płótna Marka Rothko. Ten artysta z kolei, duże znaczenie przywiązywał do swoich pędzli- czyścił i konserwował je w specjalny sposób. Lubił pędzle o miękkim włosiu, traktując je jak przedłużenie dłoni. Do malowania wielkich formatów niejednokrotnie używał pędzli służących do malowania ścian, ale malował delikatnie, tak, aby uzyskać gładką powierzchnię płótna. Świetliste i jasne kolory sprawiały, że obrazy z lat 40-tych niosły niezwykły spokój. W następnych latach dążył do uproszczenia kompozycji. Mniej więcej od 1945 roku porzucił ostatecznie figuratywność na rzecz abstrakcji. Mawiał: "Nie interesuje mnie związek pomiędzy formą a kolorem. Jedyna rzecz o którą dbam jest wyrażanie podstawowych ludzkich emocji: rozpaczy, ekstazy, ostateczności."




 No. 8 (1952r)


.
Mark Rothko kontemplujący własne dzieło.


 Co łączyło te dwa tak odmienne nurty? Było to zamiłowanie do dużych płócien, nacisk na płaskość i  "całościowe" podejście– traktujące wszystkie fragmenty płótna, zarówno część centralną jak i krawędzie, z równą uwagą.

Po krótkim wstępie teoretycznym, gdy już przyswoiliśmy filozofię i techniczne wskazówki dotyczące ekspresjonizmu abstrakcyjnego- czas zabrać się do dzieła! :)

Początkowo nakładałam farbę pędzlem- ale nie podobał mi się ślad jaki pozostawiał on na płótnie. Zakupiłam więc szpachelkę malarską- i to był strzał w przysłowiową 10! Mogłam z pasją nakładać farbę, zbierać i znów nakładać, skrobać i nawarstwiać! Ponieważ farba akrylowa bardzo szybko schnie i w zależności od potrzeb, może być nakładana grubą warstwą (impast) lub  warstwą półprzezroczystą (laserunek)- praca postępowała szybko, a każda kolejna warstwa "wzbogacała" obraz. Malując farbami akrylowymi można bardzo łatwo dokonywać poprawek nakładając kolejną kryjącą warstwę na poprzednią, zaraz po jej wyschnięciu- co uważam za ogromną zaletę tej techniki. Na koniec dodałam szczegóły  za pomocą pędzelka z cienką końcówką. Generalnie jestem zachwycona łatwością pracy z akrylami!















Jest jeszcze jedna ogromna zaleta obrazów w duchu ekspresjonizmu abstrakcyjnego- nie muszą mieć tytułu (wystarczą numerki ;)), bo nie przedstawiają niczego "realnego", a każdy odbiorca sztuki może odczytywać je na swój sposób. Nie obrażajcie się więc, słysząc pytanie: "A co na tym obrazie jest namalowane?"- bo za każdym razem możecie wymyślić inną odpowiedź ;P

Ponieważ jednak jest to blog wnętrzarski- na koniec zapraszam Was jeszcze do zwiedzenia  niewielkiego nowojorskiego loftu, zamieszkiwanego swego czasu przez Jacksona Pollocka:






















 

Na koniec jak zwykle garść linków, które pozwolą zainteresowanym zgłębić temat szkoły nowojorskiej:

Tutaj strona poświęcona życiu i twórczości Jacksona Pollocka.
A tutaj aplikacja dzięki której sami możecie zostać Jacksonem Pollockiem  ;)
Portal poświęcony Markowi Rothko- tu.
Artykuł o życiu i twórczości Marka Rothko tutaj.
Wywiad z kuratorem wystawy Marka Rothko w Muzeum Narodowym tutaj.
A tutaj link, gdzie możecie zapoznać się z innymi sławnymi ekspresjonistami abstrakcyjnymi i ich dziełami.



Ciekawa jestem co myślicie na temat mojego obrazu i czy zachęciłam Was do własnych eksperymentów ze sztuką? :)))


Ściskam!