poniedziałek, 28 listopada 2016

Panna Migotka


No dobrze, przyznam się Wam do czegoś... 6 i pół roku temu chciałam urządzić mieszkanie w stylu modern glamour- te wszystkie błyszczące powierzchnie, kontrast bieli i czerni, ciemne drewno, żyrandole z kryształami... Hmm, obecnie styl glamour jest najmniej lubianym przeze mnie stylem (bo nie mogę powiedzieć, że jakiegoś stylu zupełnie nie  lubię ;P). Pomijając jednak kwestię gustu, jest jeszcze jeden powód, dla którego absolutnie go nie polecam, a o którym już kiedyś wspominałam: "WSZYSTKO CO BŁYSZCZĄCE I CZARNE JEST CHOLERNIE NIEPRAKTYCZNE, A JUŻ NAJPRAWDZIWSZYM KOSZMAREM JEST COŚ CO JEST JEDNOCZEŚNIE BŁYSZCZĄCE I CZARNE". Możesz sobie urządzić wnętrze glamour i będziesz zadowolona/y jeśli: 

1. uwielbiasz sprzątać,
2. mieszkasz w pałacu i stać cię na zatrudnienie "Marysi",
3. nie masz dzieci,
4. uważasz, że dom to nie muzeum i bałagan jest czymś czym nie trzeba się stresować. 

Niestety żadne z powyższych nie dotyczy mnie... Dlatego już od kilku lat latam na przysłowiowej miotle, a i tak nigdy nie jestem w stanie ogarnąć czarnej błyszczącej szafki podumywalkowej, czarnego błyszczącego blatu kuchennego, grafitowej gresowej podłogi i ciemnego stołu...  

Teraz kolejna moja mądrość: "NIGDY NIE MÓW- NIGDY, I NIGDY NIE MÓW- ZAWSZE"

Stosując się do obydwu powyższych zasad, w naszym mieszkaniu pojawił się nowy mieszkaniec- biała szafka rtv high gloss (do zobaczenia tutaj wraz z resztą salonu) została zamieniona na komodę vintage- ciemnobrązową i na wysoki połysk ;P No tak- to, że ja sobie coś wydumam w mojej głowie w najdrobniejszych szczegółach nie znaczy, że potem coś takiego znajdę... I tym sposobem udało mi się znaleźć komodę o nietypowych wymiarach (122x67cm), ale wcale nie matową i nie jasną... Ten odcień gorzkiej czekolady jest naprawdę zachwycający, jednak gruba warstwa błyszczącego lakieru w ogóle do mnie nie przemawia. Nie zdecydowałabym się na ten zakup, gdyby nie te wpisy Małgosi na jej blogu odnawialnia: "jak usunąć lakier chemioutwardzalny" i "PRL na salonach czyli stara komoda z lat 60 w roli szafki rtv". 

No i ruszyła lawina zdarzeń! O ile nad niską, długą i białą rtvką półka Lack prezentowała się ok, tak teraz zrobiło się jakoś ciasno... Myślę więc nad zmianą- bardziej rozbudowana, ażurowa wersja, która pomieściłaby kwiatki w doniczkach i bibeloty, na które u nas naprawdę nie ma miejsca. Nowy stół (powinien dotrzeć tuż przed świętami)- to dopiero będzie nietypowe połączenie z Ghostami, gdyż przeważnie widuje się takie krzesła w towarzystwie stołów rustykalnych, francuskich stołów antycznych lub stylizowanych, albo zupełnie nowoczesnych. Ale wiecie co? Im dalej w las tym mniej się przejmuję "czy coś do czegoś pasuje" i czy "jest w określonym stylu".

Z dwóch rodzajów połączeń: "biel i jasne drewno" lub "czerń i ciemne drewno" zdecydowanie bardziej wolę to drugie, ale ściany chciałabym mieć białe a podłogi bielone, bo uważam, że to jest właśnie idealne tło dla ciemnych akcentów. Obecna podłoga sprawia, że wszystko jest jakby osadzone mocno w ziemi, na jasnej lewitowałoby w powietrzu stanowiąc obiekty do kontemplacji ;P

Kolejna zasada, że "NIE NALEŻY MIESZAĆ RÓŻNYCH RODZAJÓW DREWNA" również mnie nie dotyczy. Powiem więcej- uważam, że należy mieszać, bo tylko wtedy udaje się osiągnąć coś wyjątkowego. Ja mam obecnie merbau, orzech, dąb, teak a jeszcze dojdzie mahoniowy stół  w nowoczesnym wydaniu (absolutnie nie szukałam stołu z tego gatunku drewna- po prostu tak wyszło)!

I chyba przygarnę kolejny dywan! Młodszego brata mojego babcinego egzotyka, również z łódzkiej fabryki Dywilan- leżał 25 lat na podłodze w pokoju dziennym moich Rodziców i jest zdecydowanie bardziej nowoczesny, a ja tylko czekałam na moment, aż Mama zechce się go pozbyć ;)

Na koniec jeszcze zdjęcie Panny Migotki, którą pozbawimy taniego blasku a nadamy jej szlachetnej matowości. Trzymajcie kciuki! :)










wtorek, 22 listopada 2016

Włoska robota- czyli historia o tym, jak zjeść ciastko i mieć ciastko.




Z czym kojarzą Wam się Włochy? Oczywiście z idealnymi wakacjami, podczas których możemy podziwiać piękno kultury antycznej, ale również z modą, luksusowymi autami i awangardowym designem. Włoski design należy do światowej czołówki ponieważ jest oryginalny, zaskakuje formą i materiałami, pozostając przy tym ponadczasowym, wybitnie funkcjonalnym i ma doskonałą jakość. Zapewne jest to wynik tego, że żaden inny naród, tak jak Włosi nie potrafi cieszyć się życiem- wszyscy słyszeliśmy przecież o włoskim temperamencie i zamiłowaniu do dobrego jedzenia. Nic więc dziwnego, że to właśnie Włosi zaprojektowali idealną kanapę z funkcją spania- w sam raz dla mnie ;P

Niewygodna rozkładana kanapa do spania w salonie jest zaletą tylko wtedy, gdy nie lubimy przyjmować gości. Nie trzeba nawet mówić tego na głos- wystarczy, że położymy ich spać a następnym razem głęboko się zastanowią zanim zdecydują się u nas przenocować. Niestety raczej regułą, a nie wyjątkiem, jest niewygoda sof z funkcją spania dostępnych na naszym rynku. Ja i mój M. rozpieszczeni kilkuletnim spaniem w małżeńskim łóżku w rodzinnej sypialni, stanęliśmy przed koniecznością przeniesienia się ze spaniem do pokoju dziennego. Poszukiwania kanapy rozpoczęły się oczywiście od jej wyglądu- miała być to sofa na wysokich smukłych nóżkach, inspirowana latami 60-tymi i stylem skandynawskim. Znalazłam idealną i w dobrej cenie w sklepie Agata Meble- delikatna, zgrabna, turkusowa. Nie spełniała jednak podstawowego warunku- nie nadawała się na małżeńskie łóżko codziennego użytku. No cóż, życie... Musiałam zapomnieć o designie, a skupić na tym co najważniejsze. Informacje o systemach rozkładania kanap w internecie bywają rozproszone i niepełne. Nie będę ich dokładnie analizować, wspomnę tylko o niewygodnych moim zdaniem opcjach takich jak: delfin, który posiadają moi rodzice; klasyczny wersalkowy klik-klak; alternatywny wersalkowy DL; wózek- jaki mieliśmy w naszej pierwszej sofie- twardej jak madejowe łoże; czy też easy lift- jaki posiadała nasza druga kanapa, która już po trzech latach miała na swojej powierzchni ukształtowaną topografię terenu z górami i dolinami uniemożliwiającymi komfortowy sen. 

Skupię się nad najwygodniejszym i moim zdaniem jedynym słusznym wyborze, czyli systemie włoskim i na informacjach o tym, jak odróżnić go od pozornie takiego samego systemu belgijskiego (zwanego też sedak), przez co obydwa są bardzo często mylone.

Zarówno system belgijski jak i system włoski mają budowę podobną do łóżka polowego- jednak stalowa konstrukcja systemu włoskiego jest o wiele masywniejsza i stabilniejsza niż systemu belgijskiego. W jednym i w drugim przypadku powierzchnię spania stanowi materac- jednak w systemie belgijskim jest to cieńszy materac piankowy, a w systemie włoskim- gruby materac ze sprężynami typu bonell. Stelaż na którym położony jest materac najlepiej, gdy zbudowany jest z elastycznych listew, jakie stosowane są w tradycyjnych łóżkach, chociaż w systemie belgijskim często znajdują się mniej stabilne taśmy. Niby to samo a różnica zasadnicza- na łóżku z systemem belgijskim śpi się jak na łóżku polowym (a wiem to na pewno, bo moi rodzice przez wiele lat spali na "belgijce"), a na łóżku z systemem włoskim jak na łóżku sypialnianym.



 To teraz spójrzcie, jak to działa:


























Kanapa rozkłada się tak łatwo i lekko jak żadna z dotychczas posiadanych. Wersja narożna byłaby wyposażona w pojemnik na pościel, jednak dla nas nie stanowi to problemu, ważne było uzyskanie miejsca na postawienie odnowionego fotela 366. Niestety cena kanapy jest o około 1/3 wyższa niż kanap z innymi systemami rozkładania, właśnie przez koszt materaca, który w sobie zawiera, z tego samego powodu jest to kanapa raczej masywna (dlatego wybraliśmy delikatnie szary kolor, który nie przyciąga do niej uwagi) i śpi się dość wysoko- jak na łóżkach na których sypiają Amerykanie. Nasza kosztowała 3800zł, ale nie żałuję tego wydatku, bo wiem, że przez najbliższych kilka lat będę spać po prostu wygodnie. Wspomnę jeszcze może o naszych poduszkach. Nie lubię spać, ani zbyt wysoko, ani zbyt nisko. Całe życie "formowałam" sobie poduszki wielokrotnie w ciągu nocy, a rano często zdarzało mi się wstawać z bólem karku. Mój K. kupił kiedyś poduszkę ergonomiczną w Ikea- oczywiście cena w porównaniu z cenami profesjonalnych poduszek tego typu od razu świadczyła o jej jakości. Poduszka była twarda i nie nadawała się do użytku. Mąż nie zrezygnował jednak z tego pomysłu. Liderem na rynku poduszek ergonomicznych jest Tempur- takie poduszki to wydatek ok. 400-500 zł, ale sprzedawca polecił mu poduszkę włoskiej marki Per Dormire, tańszą o połowę, a niewiele ustępującą jakością. Powiem Wam, że gdy tylko wypróbowałam tę poduszkę, kazałam Mężowi jechać natychmiast po taką samą dla mnie! Już nie budzę się w nocy by poprawić sobie poduszkę pod głową i zapomniałam co to poranny ból szyi.






Przygotowując tego posta przeczytałam w internecie, że aż 80% Polaków sypia tak jak my, na rozkładanych łóżkach w pokojach dziennych. Szczerze mówiąc zdziwiła mnie ta liczba, jeśli to jednak choć w dużym przybliżeniu prawda, mam nadzieję, że moje sugestie pomogą komuś w wyborze komfortowego składanego łóżka :)


PS. Wiecie jaki jest plus spania w salonie? Możliwość oglądania wieczorem w łóżku seriali HBO ;P







środa, 9 listopada 2016

To jeszcze nie koniec... zmiany w salonie i plany na przyszłość.

W mieszkaniu został mi już tylko do wymiany stół i szafka rtv, mogłabym jeszcze wymienić diabelskich synów na anielskie córki, a męża na takiego, który zarabia więcej pieniędzy. Właściwie to 6 lat temu mogłam zacząć właśnie od tego ostatniego, urządzanie poszłoby wtedy jak po maśle ;P

Oczywiście to żart, mojego męża nie wymieniłabym na żadnego innego- jest przystojny, inteligentny, pracowity, bardzo mnie kocha, a i do zakupów jakoś przywykł po pewnej poważnej awanturze. Co do diabłów tasmańskich to są tak śliczni, uroczy i zabawni, że ciągle nie mogę się powstrzymać od ich przytulania i całowania nawet wtedy, gdy na nich wrzeszczę, bo akurat bawią się w tornado!  

Pamiętam, jak wprowadzając się do tych pierwszych czterech kątów myślałam, że po 3 miesiącach zakończę projekt zwany "urządzaniem się", a potem będziemy żyli długo i szczęśliwie! O jakżeż się myliłam... Może nie uwierzycie, ale moim największym marzeniem jest zakończyć wreszcie tę udrękę, siąść na kanapie i powiedzieć głośno i dobitnie "DONE!!" Cała kasa szła by nareszcie na konto oszczędnościowe, by jak najszybciej rozpocząć następny, życiowy! projekt pod tytułem "DOM". Nie wiem jak ja to przeżyję... No bo o kasę przecież tu chodzi a nie o brak pomysłów... Jedno w tym wszystkim jest dobre, wiem (przynajmniej wydaje mi się), czego chcę, a czego już nie chcę. Sześć lat praktyki i lada moment 40-tka na karku, to chyba już wystarczająco długo, by przejść wszystkie (r)ewolucje w kształtowaniu się gustu.

Ostatecznie nazwałabym swój gust bezstylowym, jednak z powodu pejoratywnego wydźwięku tego słowa, nazywać go muszę eklektycznym. A eklektyzm eklektyzmowi przecież nierówny- powiedzmy takie eklektyczne boho, bogata mieszanka etnicznych wzorów i przedmiotów we wszystkich stylach i kolorach tęczy, jest dla mnie zbyt przytłaczający, tak samo jak eklektyczne wnętrza wypełnione różnej maści antykami z ciemnymi ścianami obwieszonymi nie kończącą się galerią obrazów o tematyce od profanum aż po sacrum (chociaż właśnie takie zestawienie sztuki we wnętrzu lubię).

To jaki jest ten mój wymarzony eklektyzm? W dużej mierze nowoczesny, jasny, przestrzenny, z czystymi liniami modernistycznych mebli, geometryczny, elegancki, pozornie przypadkowy, lecz raczej obsesyjnie uporządkowany, jak mój ulubiony obraz Marii Jaremy:


Penetracje 1956r.



Nie jestem ani fundamentalną minimalistką ani hedonistyczną maksymalistką... Jestem jak alchemik poszukujący kamienia filozoficznego, by przekształcić metal nieszlachetny w złoto. Moja magiczna formuła na stworzenie (przyszłego) IDEALNEGO DOMU brzmi tak:

*modernistyczna stodoła- prostokątny klocek z elewacją z desek i dwuspadzistym dachem, ogromnymi oknami w ciemnych aluminiowych ramach i pustką nad pokojem dziennym,

*podłogi z bielonego dębu we wzór francuskiej jodełki, wysokie i białe listwy podłogowe,

*na podłodze stary, orientalny dywan Babci Aliny,

*białe ściany,

*i ściany z czerwoną cegłą  z odzysku,

*stolik art deco w roli konsolki przy wejściu (tkwi w piwnicy u wujostwa),

*wielkoformatowe plakaty (polskie), grafiki, obrazy...

*szara sofa zarzucona tłumem multikolorowych poduszek,

*żółty fotel 366 po dziadkach w towarzystwie sofy i innych retro foteli,

*industrialny stolik

*gigantyczny otwarty regał, od ściany do ściany i od podłogi po sufit,  mieszczący wszystkie książki,
pamiątki i bibeloty, 

*kredensik w stylu mid century modern po Babci Marysi (oby żyła sto lat!) z kolekcją figurek polish new look z Ćmielowa, polskiego szkła i ceramiki z targów staroci,

*stół z egzotycznego palisandru stylizowany na lata 60-te, znalazłam już taki- to stół Kare Design, model Brooklyn (uwielbiam odcień drewna z którego były robione wtedy meble- palisander, teak, orzech),

*2 thonety i 2 krzesła z połowy XX w. (jeszcze raz- 100 lat dla Babci Marysi), a także Ghosty (!?),

*kosmiczne żyrandole w rodzaju sputnik chandelier,

*w kuchni szare, matowe, gładkie fronty  z retro uchwytami,

*nad blatem z betonu białe kwadratowe płytki 10x10cm,

*otwarte półki z eklektyczną kolekcją rustykalnych naczyń z Bolesławca (zmieniłam zdanie w kwestii otwartych półek w kuchni ;P)

*czarna lodówka Smeg,

*w sypialni boazeria z desek malowanych na biało,

*zagłówek łóżka z misternym ornamentem

*kwiecista pościel,

*rustyklane stoliki nocne,

*kinkiety Lucellino projektu Ingo Maurera,

*fotel 58 projektu Romana Modzelewskiego,

*kredens art deco (czeka na lepsze czasy razem ze stolikiem w piwnicy wujostwa),

*pokoje chłopaków w stylu loft- nie ma stylu bardziej odpowiedniego dla mężczyzn!

*łazienka z płytkami we wzór marmuru kararyjskiego i wolnostojąca wanną,

*i koniecznie- oranżeria z wiklinowymi meblami i lasem egzotycznych roślin...



Co wieczór przed snem spaceruję po tym wirtualnym domu, 
 siadam na kanapie lub przy stole, przestawiam bibeloty... 

Jesteście w stanie to wszystko sobie wyobrazić? 


To teraz czas zejść na ziemię i zobaczyć jak się sprawy mają w realnym życiu czyli w obecnym salonie! Niestety witryna z Ikea nie zostanie już zmieniona na nic bardziej stylowego w tym mieszkaniu. Kanapa miała być na smukłych nóżkach, ale że jej najważniejszą funkcją jest "funkcja spania" a nie wyglądania, zrezygnowaliśmy z designu na rzecz systemu włoskiego i prawdziwego materaca, dlatego jest taka masywna. Poszukuję też komody i stołu retro. Do dopracowania została jeszcze galeria nad kanapą. Obecny obraz akrylowy, plakat i grafika są mojego autorstwa (taka jestem zdolna? to raczej ekonomiczna wersja Do Art Yourself w moim stylu), a stara fotografia to 100-letnie zdjęcie rodzinne. Zestaw poduszek na kanapie też nie w pełni mnie zadowala- 2 z nich uszyte zostały z tkaniny bawełnianej upolowanej w second handzie.

























Taki to ten mój salonik- nie idealny, ciasny, ale własny (znaczy się w dużej części banku ;P)



 A na koniec jeszcze linki i sznurki dla zainteresowanych sztuką Marii Jaremy:



A kto uczył się plastyki w 8 klasie z podręcznika autorstwa Stanisława Stopczyka 
z tym obrazem Marii Jaremy na okładce? Przyznać się w komentarzach ;P

Penetracje 1957r.




Do następnego! M.